Ostatnio mnie nie było, ale to naprawię :) Jestem świeżo po wycieczce na Stawy Raszyńskie. Tata dał się namówić i byliśmy na miejscu... trochę za późno. Przywitał nas pusty zbiornik. Zawiodło to trochę tatę, bo liczył na miliony gęsi latających w te i we wte po tych biednych Stawach- muszę chyba bardziej uważać co mówię o przelotach! :)
Później jakby się rozkręciło. Nadleciało kilka łabędzi niemych robiąc niezły hałas :) Niestety ten poniżej uciekł mi troszeczkę z kadru:
Później na szczęście zobaczyliśmy kilka gęgaw, które pływały na samym środku zbiornika.
Znalazł się też łabędź niemy z obrożą. Ciekawe, zaraz wpiszę do Polringu. Zobaczymy kto go zaobrączkował :D
Na następnym stawie też tylko one. Rządziły wyprawą!
Trochę żałuję tego uciętego skrzydła poniżej. Ale wszystko jest lepsze niż centralność kadru, jak mawia mój tata :)
W drodze powrotnej mignął mi dzięcioł zielony, ale tylko takie zdjęcie z tego spotkania pozostało :/
To był bardzo udany wypad. A zdjęcia które powstały są w większości beżowe i stąd ten tytuł.
A ja żegnam się z Wami
Dwiema siwymi czaplami :)