Witajcie!
Jak może już wiecie, to kilka miejsc uważam za Cuda Świata. Na pewno są to poletka las i stawo-bajorka obok naszego mazurskiego domu. Na pewno jest to też rzeka Biebrza i jej dzikie, ogromne rozlewiska. Są też nimi Alpy, przez które miałam szczęście przejeżdżać (niestety nie łazić ). Teraz do mojej osobistej listy cudów świata mogę zaliczyć kolejne miejsce.
Autor tego bloga, P. Wojciech polecił mi pojechać na stawy za Pasymiem i w Tylkówku. Cóż, muszę przyznać, że to strasznie fajne miejsca.
Na stawy za Pasymiem pojechaliśmy z tatą dość rano. Dość rano jak na nas czyli o siódmej. Było wtedy bardzo fajne światło i miałam zamiar to wykorzystać. Najpierw obejrzeliśmy pierwszy staw. Działo się tam stosunkowo mało, bo wodę przecinały tylko śmieszki i kilka kaczek. Później na niebie, ukazała nam się rybitwa rzeczna. Strasznie krzyczała :) Później, zobaczyłam na krańcu stawu krakwę, która jest jubileuszowym 130 gatunkiem na mojej liście.
Najciekawszymi ptakami wyprawy były jednak łabędzie krzykliwe. Dwoje rodziców i szóstka młodych. Wreszcie udało mi się je sfotografować! Nawet nie wiecie jak ja się cieszę!
A potem udało się podejść jeszcze bliżej, bo wśród trzcin stał chybocący się pomościk. Z tej kładki zrobiłam też poniższe zdjęcia kolonii mew śmieszek. Wiecie jak one się darły ? Strasznie, słychać je było z daleka. Zrobiłam też wymarzone (jak dla mnie) zdjęcie krzykliwca:
I jeszcze trochę łabędzi...
A poniższy dzięcioł zielony jest z dedykacją dla gŁosia żeby go uczwyciła na zdjęciu (jeśli jeszcze tego nie zrobiła :))
Pozdrawiam.